Aktualizacja kuracji we „Włókniarzu” w Busku-Zdroju


Piękny, wypoczęty, sprawniejszy i zadowolony… Kilka dni temu wróciłem po raz drugi ze „Włókniarza” w Busku-Zdroju. W odróżnieniu od debiutu w tym sanatorium – 11 lat temu – tym razem zabawiłem się tam tylko dwa tygodnie. 😉 Ośrodek poważnie się zmienił, dobudowano nowe bloki, stołówkę, a powstaje właśnie nowy basen i powiększy się zakład przyrodoleczniczy. Mimo to jakoś odnalazłem się w nim i było standardowo. 🙂

Tak naprawdę, mimo że miałem „tylko” pięć zabiegów dziennie, pod koniec pobytu czułem się już zmęczony. Wszystko przez to, że niektóre zabiegi, np. grota solno-jodowa trwała 45 minut, a i czasem naczekałem się w kolejkach. Choć sama organizacja jest w porządku to chyba ja starzeje się. 😀

Choć samo świętokrzyskie uzdrowisko znam dobrze, to zawsze tu miałem kąpiel siarczkową, z tego przecież znane jest Busko. Tym razem zaskoczył mnie lekarz i ponoć nie wskazana jest ona dla mnie… 😯 Zapisał mi za to (promocyjnie) pobyt na sztucznej plaży! Upał był, fototapety z morzem, kamienista plaża, nagrzewające światła, ciemne okulary, no i plażowiczki! Co prawda to dziewczyny, które za moment będą studentkami Uniwersytetu III Wieku, ale miło było popatrzeć. Jednak najbardziej zapamiętam z tej plaży to, że koła wózka zakopały się i ani rusz nie mogłem się wydostać.

Poza tym uczestniczyłem w znanych mi już zabiegach:

  • gimnastyka nóg – bierna i rotor elektryczny
  • masaż klasyczny rąk i nóg
  • masaż uciskający, zwany też masażem limfatycznym BOA
  • kąpiel wirowa nóg i rąk z balsamem borowinowym (na zmianę)
  • grota solno-jodowa

Warunki mieszkalne zastałem dobre. Pokój na 1. piętrze typu studio – 2+1 – choć jak dla wózkowicza dojazd do łazienki nieco utrudniony. Co tu dużo pisać, pokój nie był dostosowany dla osób niepełnosprawnych. Ale dałem radę. Bardzo dobre za to były, jak to nazwać, warunki telewizyjne. Sam odbiornik tv nowy, ale i sporo kanałów telewizyjnych, poukładane po kolei i programów sportowych dużo, co dla mnie kibica sportowego ważne. Tym bardziej, że w tym czasie nasi siatkarze odbywali drogę po złoto w MŚ.

Jadłospis pycha. Nie można mieć zastrzeżeń do tego co serwowano na stołówce. Odmienne zdanie wyrobiłem sobie o samym dojeździe do tego miejsca. Dla mnie, osoby poruszającej się na wózku inwalidzkim, zawsze droga do stołówki wiodła przez windę. A ta była mała i jedna na cały blok „B” (czteropiętrowy) – choć gorsza sytuacja jest w bloku „A”. Jeździli nią osoby na chodzie, którzy od czasu do czasu mogliby się przejść schodami. Przez to wiele razy naczekałem się przed tą windą, zmuszony byłem przepuścić przejazdy, no ale w końcu przecież na stołówce nikt mi posiłków nie zjadł, miejsca nie zajął… Choć innym zdarzało się, że nerwy puszczały. 😆

W porównaniu do kuracji sprzed 11 lat, oceniam, że poprawiła się obsługa pacjenta na sali gimnastycznej. Miły personel, a w grocie zdarzały się ostrzejsze wymiany zdań między chrapiącymi, a tymi co chcieli posłuchać kojącej muzyczki. 😀 Mam też spostrzeżenie co do windy w samym Zakładzie Przyrodoleczniczym. Urządzenie stare, choć przestrzeni dużo, czasem nie reagujące na wezwanie, no i te drzwi… Dla wózkowicza ogromne wyzwanie! A i dla osoby starszej czy o kulach to spory problem. A tak za każdym razem prosić o pomoc przy obsłudze windy, to trochę kłopotliwe. Skorzystałem też z okazji i udałem się do tamtejszej fryzjerki.

Chyba dodam punkt – za smaczne jedzonko – i tym samym „Włókniarz” awansuje na 4. miejsce w moim rankingu. Dzieli tę pozycję ex aequo z Centrum Szkoleniowo-Rehabilitacyjnym w Stróżach.

Front sanatorium „Włókniarz”

Podczas masażu uciskowego nóg