Wielkanoc… po sanatoryjnemu ;)


Wiele razy zdarzyło się w mojej przygodzie rehabilitacyjno-rekreacyjno-turystycznej, że w czasie Świąt Wielkanocnych byłem właśnie w ośrodku rehabilitacyjnym. Pierwszy raz, w 2003r. w buskiej „Nidzie-Zdrój”. Później jeszcze parę razy w 21 WSzUR w Busku-Zdroju oraz w skarżyskim „półsanatorium”, choć wtedy należała się przepustka i byłem w domu.

Jest to okres, kiedy przychodzi wiosna, więc powinno być wesoło, cieplej. I tak zazwyczaj jest, choć w roku 2005 zbiegło się to ze śmiercią Jana Pawła II. Na stołówce, szczególnie w sanatorium „wojskowym” poczęstowano kuracjuszy żurkiem, białą kiełbasą, no i jajkiem… 🙂 14 lat temu debiutowałem w buskim 21 WSzUR i mieszkałem w pokoju z Darkiem, a przy stoliku obecne były koleżanki-kuracjuszki. 😉 Zjechała do nas rodzinka w odwiedziny z psikawkami i jajkiem z rzeżuchą. Jest więcej czasu na spacery, ale i nudnawo się czasem robi…

Po tych paru dniach odpoczynku od zabiegów jednak trzeba było wrócić do nich, z kartą zabiegową i ręcznikiem pod pachą. Dobrze, że nie rozpowszechnione jest/było bardziej osobiste składanie życzeń, bo mówiąc delikatnie, nie przepadam za czymś takim…

Ale popieram przekazanie najlepszych życzeń Wielkanocnych czytelnikom mojego blogu, co właśnie czynię: 🙂

Kolorowych jajeczek,
rozczochranych owieczek,
rozkicanych króliczków,
pyszności w koszyczku,
a przede wszystkim mokrego ubrania w dniu wielkiego lania!