Podwójna ortopedyczna przygoda w Końskich


Do Szpitala Specjalistycznego im. św. Łukasza w Końskich trafiłem w październiku 2012r. Prosto na oddział ortopedii i chirurgii urazowej. 😉 Niestety (dla mnie), jak się później okazało, tamtejszy personel miał okazję zobaczyć mnie ponownie, parę miesięcy później. Wszystko przez tę cholerną rękę… Jako że Końskie są niedaleko od mojego miejsca zamieszkania – Skarżyska-Kamiennej, podróż do celu odbywała się bez przeszkód.

Z tą lewą ręką sprawa ciągnęła się od roku 2002. Wtedy podczas nieszczęsnego podnoszenia się złamałem ją. Ponieważ moja choroba – jamistość rdzenia kręgowego – była już zaawansowana i spastyczność nóg poważnie dawała się we znaki, a funkcjonowanie w tym stanie i z gipsem na ręce, to było spore wyzwanie. Mimo że operacyjnie złożono ją w szpitalu, w Skarżysku, ten proces powtórzono jeszcze raz. Jednak ręce musiały zastępować mi nogi, a w międzyczasie łamał się pręt w kości, zwichnąłem też staw łokciowy…

Wrócę jednak do Końskich. :mrgreen: Po latach od tamtych wydarzeń znów coś złego zaczęło się dziać z ręką. Dopadło mnie porażenie nerwu promieniowego – a więc opadająca dłoń. Udałem się do lekarza, który operował mnie, jeszcze w skarżyskim szpitalu. Jednak w roku 2012 pracował już w koneckiej lecznicy. Ot, cała tajemnica mojego znalezienia się w Końskich.

Zapadła decyzja, że pojadę sobie na blok operacyjny i znowu pokroją kończynę 🙄 . Dokładna kopia tych czynności odbyła się 4 miesięcy później – luty 2013r. – bo… złamała się płytka tytanowa (śruby) w ręce. Mimo wszystko dobrze zapamiętam te kilkudniowe „leżenie” na ortopedii w szpitalu, w Końskich – mam nadzieję, że kolejne pobyty nie będą konieczne. Ulokowany byłem w 3-osobowej sali i dwukrotnie moimi współlokatorami byli mieszkańcy Skarżyska. 😆 Choć zawsze jedno łóżko było wolne.

Mam dobre zdanie o pielęgniarkach. Uczynne, zawsze stawiały się na miejscu po wezwaniu. Szczególnie zapadła mi w pamięci „siostra” Bożenka. Niewysoka kobieta, znająca się na swoich fachu i mająca chyba w pewnej części ciała motorek. Wszędzie jej było pełno i przeciąg robiła jak przechodziła. 😀 Oddział czysty, toalety na korytarzu. Personel lekarski również wypadł pozytywnie, wraz z moim „skarżyskim” medykiem. Za drugim razem, na nowym bloku operacyjnym zastałem niemalże młodzież. Młodzi lekarze i personel pomocniczy sympatyczni, a potem to już nie pamiętam co ze mną robili… :mrgreen:  Tak więc, kto jest spostrzegawczy i dokładnie policzył, czterokrotnie moja biedna ręka była składana. Pośrednio również ostatnie kłopoty z kończyną przyczyniły się do tego, że jestem mniej sprawny na wózku inwalidzkim. 😯

Jadłospis jak to w szpitalu. Przyzwyczajony jestem do żywienia się w sanatoriach, więc naturalnie to w koneckiej lecznicy wypada blado. 😆 Ale nie było źle. Na tym samym piętrze co ortopedia, znajdował się także oddział rehabilitacyjny. Co prawda nie miałem tam żadnych zabiegów, ale zajrzałem. I muszę stwierdzić, że odniosłem wrażenie niezbyt przychylne. Tłoczno, w salach ciasno, nie widziałem jakiegoś sprzętu pomocniczego, chociażby rotor elektryczny na korytarzu. Nie wiem gdzie pacjenci mają np. ćwiczenia, fizykoterapię, masaże, ale od ludzi, którzy tam byli, słyszałem jednak dobre opinię.

Mimo że skorzystałem w Szpitalu Specjalistycznym im. św. Łukasza w Końskich tylko z oddziału ortopedii umieściłem go w moim rankingu. W tej chwili zajmuje w nim 17. lokatę.

***

Wypełniasz PIT za rok 2017 i zastanawiasz się czy wypełnić wniosek o przekazaniu 1% podatku i co wpisać? Skromnie i z fenomenalnym pomysłem wyjdę Ci na przeciw. Proponuję napisać te magiczne znaki – KRS: 0000186434 i cel szczegółowy: 841/S Michał Stępiński To dane mojego subkonta w Fundacji „Słoneczko”. Środki te przeznaczę na sprzęt potrzebny dla osoby niepełnosprawnej oraz rehabilitację. Więcej informacji zamieściłem na podstronie – Podaruj 1% – na moim blogu. Dziękuję!

Stan mojej operowanej ręki w koneckim szpitalu – zaraz po zabiegu, 20.02.2013r.