Kuracja rzut beretem – półsanatorium w Skarżysku


Od czasu mojego wypadku byłem tam nierzadkim gościem. Najczęściej była to ambulatoryjna rehabilitacja, ale też trzy razy położyłem się na oddziale. Próbowałem dojść do siebie w szumnie nazywanym w moim mieście „półsanatorium”, czyli oddziale rehabilitacyjnym Szpitala Powiatowego, który znajduje się przy ulicy Ekonomii. Dwukrotnie widziano mnie tam 😀 w roku 2001 i raz zameldowałem się na wiosnę 2010r. Pobyty trwały mniej więcej trzy tygodnie.

W dawnych czasach „półsanatorium” należało do Zakładów Metalowych „Mesko”, później przejął je skarżyski szpital, który położony jest po drugiej stronie mojego grodu.  😉 Okolica przy ul. Ekonomii jest na obrzeżach Skarżyska-Kamiennej, wśród lasów, więc nie ma tam sklepów, atrakcyjnych alejek do spacerów. Wiąże się to z… nudą, brakiem ciekawego sposobu na spędzanie czasu poza zabiegami. Inna sprawa, że trudno było – mnie przynajmniej – wydostać się z budynku. To samo z pozwoleniem na wyjście. 😈 Bardzo nie przypadła mi do gustu winda. Niby duża, obszerna, ale przypominającą windę towarową, dostać się do niej (samodzielnie) osobie na wózku inwalidzkim to ogromne wyzwanie…

Sam oddział znajduje się na piętrze – w moich czasach – był niewielki, 16 łóżek. Od paru lat podobno powiększono, coś tam wyremontowano. Duży minus to toalety. Obskurne, małe, szczególnie te w „piwnicy”, gdzie jest oddział zabiegowy. Mam nadzieję, że przez te lata, kiedy mnie tam nie ma, zmieniło się na lepsze… Pokoje były czteroosobowe, miejsca na poruszanie się wózkiem inwalidzkim niedużo, ale udało się;  na początku z telewizorem (na monety) w środku, o dziwo, później zlikwidowano to i telewizor stał na korytarzu.

Oferta zabiegowa w 2001 r. była skromniejsza, w porównaniu z tym, co zastałem dziewięć lat później. Powiększono stanowiska fizykoterapii, sale gimnastyczne. Dostały mi się też zabiegi wodne – wirówka nóg. Miałem też masaż klasyczny. W debiucie na oddziale zapisano mi także parafinę na nogi (chyba już niestosowany zabieg), ale okazało się, że mam uczulenie i szybko zakończyłem tę przygodę. Trafiłem tam na sporo znajomych, rehabilitantów, a z niektórymi widuję się do dzisiaj, tzn. wpadają do mnie, do domu – rozruszać mnie… 😎  Gdy po raz pierwszy spędzałem czas na oddziale spotkałem też koleżankę – pielęgniarkę, którą poznałem kilka lat wcześniej na… Andrzejkach. 😯  Pozdrawiam Cię, Agnieszko! Niestety nie pracowała już tam w roku 2010… Natomiast wciąż obecna była pielęgniarka oddziałowa, niesympatyczna kobieta…

Interesująco wyglądała sprawa ze stołówką. Umiejscowiona na korytarzu, po prostu ustawione stoliki, na które podawano posiłki. A te średnio smaczne, jak to w szpitalu. Najlepsze były obiady, w czasach kiedy szpital miał swoją kuchnię można było się przyjemnie oblizać. 😆 W okresie pierwszego i drugiego mojego pobytu w „półsanatorium” dawano pacjentom przepustkę na weekend, ale już w 2010 r. tylko na niedzielę, bo w soboty zaplanowane były zabiegi.

Hm… na koniec, może to wedle powiedzenia – cudze chwalisz, swego nie znasz – ale skarżyskie „półsanatorium” miało(?), a może w dalszym ciągu ma dobrą opinię. Razem ze mną rehabilitowali się tam pacjenci np. z Bilczy spod Kielc, z okolic Starachowic, Nowej Słupi czy Szydłowca. I chętnie wracają…

Na dzisiaj skarżyski oddział rehabilitacyjny z ul. Ekonomii zajmuje w moim rankingu 19. miejsce.

Sala gimnastyczna w Półsanatorium, w Skarżysku (źródło:zoz.com.pl)