„Na gigancie” – kuracja we Włókniarzu, w Busku-Zdroju


Właśnie mija 10 lat. W listopadzie 2007 r. przybyłem do sanatorium „Włókniarz” w Busku-Zdroju. Trzy tygodnie miałem spędzić w gigancie, albo molochu, jak nazywają to sanatorium ludzie tam przebywający. Osobiście znałem już ten obiekt ze wcześniejszych pobytów sanatoryjnych w tym uzdrowisku w województwie świętokrzyskim. Choć nigdy wcześniej ani później (jak na razie) nie miałem okazji tam mieć zabiegów i mieszkać.

Kto pierwszy raz przybywa do „Włókniarza” faktycznie może pogubić się w przemieszczaniu się po sanatorium. Kilka 3-4 piętrowych bloków mieszkalnych, dwie stołówki, osobno zakład przyrodoleczniczy. Nie brakuje też herbaciarni, naleśnikarni, sali konferencyjnej i lokalu do tańcowania. Od kilku miesięcy trwa budowa nowego budynku – podobno ma się tam znajdować kolejny zakład przyrodoleczniczy…

Podobnie sprawa wygląda z otoczeniem na zewnątrz. Od paru lat stoi tam, nazwijmy to plac taneczny, pod zadaszeniem. Kiedy pozwala pogoda, a więc wiosną, latem odbywają się tam zabawy z grającym zespołem muzycznym. Można kupić sobie coś do picia, jest grill, posiedzieć pod parasolami. Wokół mnóstwo miejsca do spacerowania, choć bez większej ilości zieleni. Wydaje mi się, że może być problem z miejscami do parkowania, mimo że istnieje parking, ale z roku na rok coraz mniej przestrzeni – takie są moje odczucia. 🙄

Sanatoryjny gigant znajduje się z boku głównego buskiego deptaka oraz parku, ale dotrzeć do niego to żaden problem. Za to bliżej „Włókniarza” od paru lat położony jest „Nowy Park”, ale raczej mniej użytkowany. W czasie kiedy kurowałem się tam, dosyć wcześniej spadł śnieg. Dużo nawet. Ponieważ akurat wtedy miałem nowy wózek inwalidzki (półaktywny) i małe, przednie kółka ten śnieg zniechęcił mnie do spacerowania. Dlatego często odwiedzałem kafejkę internetową, też umiejscowioną we „Włókniarzu” (ciekawe czy jeszcze istnieje?).

Poza tym mój czas wypełniały zabiegi. W zasadzie ich zestaw nie różnił się od oferty jaką spotykam w innych kurortach:

  • masaż klasyczny nóg
  • ćwiczenia czynne kończyn dolnych i górnych
  • kąpiel siarczkowa
  • krioterapia miejscowa
  • masaż wirowy z emulsją borowinową
  • Bioptron

Wykupiłem sobie też jeden zabieg – masaż gorącymi kamieniami (chyba tak nazywa się to cudo, jeśli dobrze pamiętam). Nie podobała mi się natomiast gimnastyka, sala ogromna, za to pacjentów średnio – a personel traktował ją zbytnio „hurtowo”, bez większego zainteresowania postępami u kuracjusza.  😉

Dobrze wspominam wyprawy na stołówkę. Mimo że zjazdy na posiłki odbywały się w starej, ciasnej windzie, dobrze trafiłem na towarzyszy przy stoliku. Każdy miał inną dietę, przez to mieliśmy dużo do wyboru, np. zup. 😀 Posiłki były smaczne, nie można nic im zarzucić. Mieszkałem na 3. piętrze, w 3-osobowym, ale z dwoma pokojami, powiedzmy „apartamencie”, lecz wyposażony w raczej stare umeblowanie i okropne łóżko – spałem niemal na podłodze… :mrgreen:

W sklepie sportowo-medycznym – w budynku „Włókniarza” – dokonałem udanego zakupu, buty Pumy. 😆

Na dzisiaj Sanatorium Uzdrowiskowe „Włókniarz” w Busku-Zdroju zajmuje w moim rankingu 5. miejsce.

Przed Zakładem Przyrodoleczniczym – Włókniarz, Busko-Zdrój 2007r.