Moja wyboista droga do Łodzi


W Łodzi tak naprawdę byłem jeden raz. Jeszcze w latach 80-tych, XX wieku. Sytuacja poważnie zmieniła się po wypadku i rozpoczęciu sagi mojego leczenia. W czerwcu 1990 r., a więc dwa miesiące po tragicznej konfrontacji z samochodem na skarżyskim skrzyżowaniu, trafiłem do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. WAM w Łodzi, prosto na oddział neurochirurgiczny. Odtąd częściej pojawiałem się w tym mieście…

Oczywiście wtedy lecznica przy ul. Żeromskiego 113 nosiła inną nazwę, ale najważniejsze są ludzie i wydarzenia jakie tam przeżyłem. W sumie na wspomnianym oddziale leżałem pięciokrotnie i trzy razy odwiedziłem blok operacyjny. 😉 W najbliższym czasie być może moja statystyka dotycząca tego szpitala ulegnie zmianie, choć jeszcze za wcześnie prorokować. Ogólnie moje spostrzeżenia, wrażenia jakie wyniosłe z tych pobytów są pozytywne, oczywiście biorąc pod uwagę, że to szpital, walka o zdrowie itp.

Spotkałem tam niezwykle przychylne pielęgniarki – jedna nawet „siostra” nazwała się moją narzeczoną… :mrgreen: To było na początku moich wizyt w Łodzi, miałem 16-17 lat, ona też pewnie niedługo po skończeniu szkoły, więc niewiele starsza – więc czemu nie… :mrgreen:  Zupełnie inne, skrajne emocje wzbudzała ówczesna pielęgniarka oddziałowa – starsza, niesympatyczna kobieta, surowa, o ostrym wzroku szefowa „sióstr”. 😈  Inna sprawa to lekarze. Spotkałem tam fachowców, z prof. Andrzejem Radkiem na czele. W latach 1990-91, kiedy tam byłem czterokrotnie hospitalizowany, prowadzili mnie dzisiejsi znakomitości polskiej neurochirurgii, np. prof. Marek Harat, prof. Andrzej Maciejczak, czy dr Andrzej Laskowski. Natomiast podczas piątego pobytu w łódzkiej klinice – w roku 2001 – operował mnie i prowadził dr Krzysztof Zapałowicz.

Po licznych powypadkowych komplikacjach tuż po opuszczeniu skarżyskiego szpitala, objawiło się wodogłowie. Trafiłem właśnie do kliniki WAM-u, gdzie zrobiono mi tomograf głowy i zdecydowano się na zabieg chirurgiczny. Założono mi zastawkę Pudenza – dootrzewnową, którą szczęśliwie posiadam do dzisiaj. 😀 Krótko po tym wydarzeniu jednak pojawił się kolejny problem. Po trepanacji czaszki jaką miałem zaraz po wypadku, wdało się zakażenie i w efekcie uaktywnił się ropień mózgu. Było to powodem tego, że parę razy znów przyjeżdżałem do Łodzi, by w finale w lutym 1991 r. ponownie położyć się na stole operacyjnym – usunięcie ropnia 😈

Na szczęście ten zabieg na dekadę pozwolił zapomnieć o drodze do Łodzi. Jednak w momencie, kiedy w moim organizmie pojawiła się jamistość rdzenia kręgowego, znów skazany byłem na wizyty w klinice WAM, w Łodzi. W roku 2001, po wykonaniu rezonansu magnetycznego, pojechałem na blok operacyjny, by medycy wykonali u mnie:

  • laminektomię Th6
  • mielotomię podłużną
  • założenie drenażu jamy śródrdzeniowej

Zawsze kiedy leżałem na tym łódzkim oddziale neurochirurgicznym, krócej czy dłużej (zdarzyło się nawet, że zameldowałem się tam na 45 dni) spotkałem ciekawych współpacjentów. Szczególnie zapamiętałem p. Rauta, z Torunia – wesoły człowiek, pomocny.

Jeśli chodzi o jadłospis – typowo szpitalny. Konieczne było dożywianie się we własnym zakresie. 😀 Nie miałem konsultacji rehabilitacyjnej – w roku 1990 zdaje się, że ortopedyczną. Sam oddział neurochirurgii – jak sobie przypominam, choć wtedy nie używałem wózka inwalidzkiego – nie był przyjazny dla wózkowiczów, mała toaleta, sale chorych ciasne, jedna nawet ośmioosobowa… Jednak jak czytam na stronie www, w ostatnich latach przeprowadzono tam remont.

W tej chwili Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. WAM w Łodzi w moim rankingu zajmuje 21. pozycję.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. WAM, w Łodzi (żródło: uskwam.umed.lodz.pl)