„Gorąca” rehabilitacja w Ziemowicie – Iwonicz-Zdrój


W maju minęło 8 lat. W 2009r. korzystając z urlopu pracowniczego wyjechałem na turnus rehabilitacyjny do Iwonicza-Zdroju. Na miejsce kuracji wybrałem Sanatorium Uzdrowiskowe „Stomil-Ziemowit”. Był to już drugi mój pobyt leczniczy w tym niewielkim kurorcie, w woj. podkarpackim. Rok wcześniej złożyłem wizytę w „Wiśle-Margot”. Tym razem majową rehabilitację zapamiętałem z powodu poważnego incydentu jaki wydarzył się… w wannie.

Nie, nie topiłem się, nawet wody w niej było tyle, co kot napłakał. Kota tam nie było, ale było dwóch niedoświadczonych „kąpielowych”. 😀 Dwóch chłopaków – praktykanci/stażyści? – którzy ulokowali mnie w pustej wannie i wtedy odkręcili kran z wrzącą wodą. Jako że miałem wysoką spastyczność nóg, stopy od razu znalazły się pod strumieniem tej wrzącej wody. Trzęsły się, prostowały i po raz drugi zaznały tej kąpieli. Ponieważ mam zaburzone czucie bólu i temperatury w kończynach dolnych nie zdawałem sobie sprawy, że stało się coś niedobrego. Po jakimś czasie zobaczyłem na wierzchu prawej stopy zaczerwienie, a później trzy duże pęcherze. Tak, to było poparzenie drugiego stopnia.

Niestety wydarzyło się to już trzeciego dnia pobytu w „Ziemowicie” i miałem już załatwioną „fajną” rehabilitację. 😈 Oprócz tego wodnego zabiegu (oczywiście później skreślony) przewidziane miałem też inne:

  • masaż klasyczny nóg
  • ćwiczenia czynno-bierne w sali gimnastycznej

Od czasu pechowej kąpieli doszły codzienne wizyty w sali zabiegowej, zmiany opatrunków, jakieś maści, no i utrudnione inne czynności pobytowe. Spotkania z lekarzami, kierownikiem sanatorium też odbywały się… Jakby mało było z samą tylko jamistością rdzenia kręgowego! 😈

Hm… zanim jednak było źle, zaczęło się przyjemnie. Jeden dzień spędziłem w apartamencie – dwa pokoje, obszerna łazienka, by resztę pobytu spędzić w normalnym pokoju. 😯 Jednak nie mogłem narzekać – standardowe warunki. Nieco gorzej wyglądała sprawa dotarcia do tego lokum, na piętro. Chodzi o windę. Stary dźwig, wyglądał jak winda towarowa, ręcznie zasuwane drzwi – dla wózkowicza to spore utrudnienie.

Dostanie się z tego sanatorium na deptak czy pijalni w Iwoniczu-Zdroju było trochę trudne. Za dużo schodów, teren górzysty – z pomocą z pewnością przychodziło auto. 🙄

Natomiast bliska i łatwa droga prowadziła do stołówki, gdzie serwowane były smaczne posiłki. Sam ośrodek ma specyficzne położenie, na wzgórzu, budynki z częścią zabiegową „Ziemowita” są, że tak się wyrażę, podłużne. W związku z tym dużo trzeba się nachodzić, w moim przypadku najeździć. Na końcu tego dłuuugiego korytarza usytuowana była sala gimnastyczna, a więc ćwiczenia. Miło wspominam te zabiegi. Było to zasługą sympatycznych rehabilitantek, Kamili oraz Ewy. Nie do końca niestety mogłem oddać się tym ćwiczeniom 😉 , głównie dzięki wspomnianemu wypadkowi.

Jednak jak się później dowiedziałem, sprawcy mojego wypadku wkrótce stracili pracę w „Ziemowicie”, natomiast rany po poparzeniu stopy bardzo ładnie zagoiły się i niemalże nie ma po nich śladu. Inna sprawa, że trwało to długo…

W tej chwili Sanatorium Uzdrowiskowe „Stomil-Ziemowit” w Iwoniczu-Zdroju, plasuje się w moim rankingu na 12. pozycji.

Na parkingu „Ziemowita” – Iwonicz-Zdrój

Raniona noga – „Ziemowit”, Iwonicz-Zdrój