Uniwersytecka rehabilitacja w Bydgoszczy


Rok 2006 zacząłem z mocnym przytupem! Już 9. dnia tego roku pojechałem do Szpitala Uniwersyteckiego nr 1. im. dr. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy – Klinika Rehabilitacji. I zostałem tam na pięć tygodni. Nie powiem, żeby było mi tam wyśmienicie, ale też ten pobyt zapamiętam z powodu paru sympatycznych względów. Same zabiegi dały mi poprawę sprawności, a również rozmowy z panią psycholog wiele mi dały.

Pierwszy raz rehabilitowałem się w stolicy woj. kujawsko-pomorskiego, a gdy trafiłem do samego szpitala, zaskoczył mnie ogrom samego budynku. Moloch, w którym łatwo można się zgubić, a dostępu do celowego oddziału rehabilitacji bronił kod przy drzwiach wejściowych.

Pod nadzorem „Szeryfa”

Ulokowano mnie w czteroosobowej sali (nie pamiętam już numeru), choć zdaje się, że jedno łóżko było „na dostawkę”… Współlokatorzy nie odpowiadali mi (może z małymi wyjątkami), szczególnie jeden potrafił działać na nerwy – Mirek, zwany „Szeryfem”.  😯 Gość chodzący, w miarę sprawny – wizerunkowo nie pasował do oddziału – ciągle przesiadywał na korytarzu, pogadywał z pielęgniarkami (bliskość dyżurki) – „pilnował porządku” na korytarzu, stąd przyległa do niego ksywka „Szeryf” 😀 . Rzadko widziałem go na salach zabiegowych, ewidentnie blokował miejsce na oddziale naprawdę potrzebującym rehabilitacji..

No dobrze, to tyle o jednym z pacjentów, ale postać bardzo kontrowersyjna, poza tym na oddziale byli ludzie młodzi, po ciężkich wypadkach – np. po skoku na główkę – pozdrawiam Zbycha z Włocławka (artysta – tatuator 😉 ) oraz Maćka wraz z żoną, z Gdańska. Sporo było też osób dochodzących do siebie po wybudzeniu ze śpiączki.

Smakowite pączki i bułeczki

Te 11 lat temu byłem sprawniejszy, jamistość rdzenia kręgowego nie poczyniła jeszcze tak wielu szkód w moim organizmie jak obecnie i np. nie przeszkadzała mi toaleta – dzielona z pacjentami z sąsiedniej sali – która była ciasna, nie wszędzie były poręcze. Choć była też druga, w części zabiegowej oddziału, gdzie miejsca było więcej. Wiele też mogłem mieć zastrzeżeń do posiłków. Zimne, małe ilości, po prostu niesmaczne. No, ale w końcu to szpitalne jedzenie, a ja jestem przyzwyczajony do tego sanatoryjnego. :mrgreen: Ratowałem się w szpitalnym bufecie, ale żeby tam się dostać musiałem pokonać labirynt w postaci długich korytarzy.  😀 Wynagrodziły mi to smaczne pączki, bułeczki z budyniem czy po prostu jogurt.

Pechowa kriokomora…

Same zabiegi raczej dobrze wspominam. Wycisk mi dawała rehabilitantka na sali gimnastycznej, spacerowałem też w towarzystwie parapodium i… studentów. Czasem wyglądało to groteskowo, ale przynajmniej pośmialiśmy się. 🙂 Miałem też hydromasaż, ale aby dostać się do wanny musiałem skontaktować się z pewnymi dwoma sanitariuszami, a to nie było przyjemne. Niesympatyczni ludzie. Wyznaczoną też miałem kriokomorę, pół godziny w slipach czekałem na mój pierwszy raz 😉 , strasznie zmarzłem, a gdy w końcu przyszła moja kolej nawalił podnośnik, który miał mnie „zanieść” do kriokomory. Do końca mojego pobytu nie został naprawiony.

Miałem też masaż suchy nóg, ale niedowidzący masażysta niezbyt przykładał się do tego zabiegu – mam skalę porównawczą! Natomiast miło wspominam rozmowy z panią psycholog i neurologopedą. Obie kobiety sympatyczne, młode, ładne 😀 , dużo mi dały testy i ćwiczenia z nimi. Zaplanowane też miałem zabiegi na fizykoterapii, na materacu magnetycznym – Viofor. Jak dowiedziałem się parę lat później, tego typu zabieg nie jest wskazany dla mnie – dla gościa z drenażem jamy śródrdzeniowej.

Dobrze też zapamiętałem ówczesną młodą panią doktor, która zawsze pogadała, wytłumaczyła problem. Niestety nie pamiętam jej nazwiska. Oryginalną też otrzymałem kartę wypisu ze szpitala, wyszczególnione wszystkie badania krwi, moczu, badania/testy psychologiczne. Pięć tygodni przesiedziałem w szpitalu, nie łapiąc łyku powietrza, ale zima była wtedy mroźna i śnieżna. 👿

W tej chwili Szpital Uniwersytecki nr 1. im. dr. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy – Klinika Rehabilitacji  zajmuje w moim rankingu 18. pozycję.


Zbieram środki na terapię komórkami macierzystymi i można mi pomóc w walce z moją chorobą: jamistością rdzenia kręgowego przez subkonto w fundacji:

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym Słoneczko
Stawnica 33A
77-400 Złotów
Spółdzielczy Bank Ludowy w Zakrzewie, oddział Złotów
Nr konta: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
Tytułem: 841/S Michał Stępiński

Dla ułatwienia, można skorzystać z formularza wpłaty znajdującego się na stronie internetowej fundacji (po lewej stronie): http://www.fundacja-sloneczko.pl/ (fundacja nie pobiera prowizji od wpłat)

Środki można przekazać również w formie 1% podatku. Dane to:

KRS: 0000186434
Cel szczegółowy: 841/S Michał Stępiński

Link do mojego apelu w fundacji „Słoneczko”: tutaj

Można mi również pomóc przez platformę Pomagam.pl: https://pomagam.pl/michalmsc

W sali wraz z współpacjentami, w Szpitalu Uniwersyteckim nr 1. – Klinika Rehabilitacji, w Bydgoszczy, zima 2006 r.