Powtórka z rozrywki. Drugie podanie komórek macierzystych


Niewiele ponad miesiąc minął od rozpoczęcia terapii preparatem MSC, a w dniach 27-29 marca znów pojawiłem się w Częstochowie, aby przyjąć drugą dawkę komórek macierzystych. Wizyta w Centrum Medycznym „Klara” była bardzo podobna do tej z lutego, lecz z jedną istotną różnicą. Tym razem preparat MSC znalazł się w moim organizmie drogą dokanałową (poprzednio dożylnie) i komórek macierzystych było 30 mln.

Tym samym zaskoczyli mnie, bo byłem przekonany, że będzie ich znów 70 mln, ale do płynu mózgowo-rdzeniowego trafia mniejsza liczba preparatu MSC – byłem niedoinformowany. 😀 Poza tym wszystko odbyło się według niemalże identycznego scenariusza jak w czasie pierwszej wizyty – tutaj opisałem wrażenia z tego wydarzenia. Wraz z moim tatą przybyliśmy na miejsce koło południa, więc nieco za wcześnie, bo oczekiwano nas o godz. 14.00. 😉 Ale nikt nie robił nam z tego powodu wyrzutów i przydzielono nam pokój, gdzie mieliśmy spędzić najbliższe dni. Tym razem „komórkowicze” zgromadzeni byli na 1. piętrze (poprzednio piętro wyżej), a ja zamieszkałem w pokoju nr 5. Udało nam się wynegocjować 😉 pokój z oknami na północ, na al. Jana Pawła II, bo te na południe mają nieciekawy widok… Jakieś rury, ściany drugiego budynku. 😈

Jako że obiad „podawany” jest ok. godz. 15.30, zaczęła się kręcić cała machina. Miła pielęgniarka przystąpiła do wywiadu medycznego – np. jakie choroby przebyłem, czy była słynna wizyta u fryzjera, dentysty itd. A propos – chyba w czasie trzeciej wizyty pod Jasną Górą – odpowiem twierdząco, bo muszę odwiedzić tych fachowców… 😉 Zaraz potem zważono mnie. Wynik troszkę niepokojący – 68,9 kg. Poprzednio 68 kg… Co jest?! :mrgreen:

Jakiś czas potem wykonano mi badanie EKG – podobno wszystko w porządku.

Żebym się nie nudził chwilę później przyszła do mnie lekarz neurolog, dr Beata Świątkowska-Flis. Spytała się jak czuję się po pierwszym podaniu preparatu MSC? W zasadzie nie miałem dla pani doktor sensacyjnych wiadomości, bo nie zauważyłem u siebie żadnych zmian, poprawy czy pogorszenia stanu zdrowia. No, ale podobno to właśnie podanie do płynu mózgowo-rdzeniowego dopiero ma mnie „ruszyć”. Zobaczymy.

Żeby jednak wyprowadzić mnie z błędu i potwierdzić wzrost siły – przyszedł mgr Paweł Michalski – terapeuta metod neurofizjologicznych. Udaliśmy się do jego gabinetu i w UGUL wykonałem te same badania wysiłkowe z dynanometrem. Z porównania wynika, że rzeczywiście są lepsze… 😀

W międzyczasie do mojego pokoju wpadła pani Dominika Sługocka, kierowniczka administracji, z którą koresponduję mailowo i dzięki której wiem wszystko co mnie czeka. 😉 Otrzymałem też kolejną umowę na zabieg – za każdym razem będzie osobna.

Ten dzień obfitował w różne wizyty. Najbardziej towarzyskie było spotkanie z koleżanką-sąsiadką, doskonale mi znaną ze Skarżyska, Tatianą. Obecnie mieszka w Częstochowie i miłe było to, że chciało jej się wpaść do mnie. Przy okazji poznałem Marcina – narzeczonego Tani. Fajna sprawa.:)

Następny dzień to sedno wizyty. Po śniadaniu – jest o godz. 9.00 – przybyły pielęgniarki, w celu założenia wenflonu. Znów nie było łatwo, ale tym razem znalazły odpowiednią żyłę na lewej dłoni. Zadowolone (ja też) moment później podłączyły mnie do soli fizjologicznej. Około godziny 12.00 do CM „Klara” przywożą gotowe preparaty MSC z Polskiego Banku Komórek Macierzystych.

W pozycji leżącej, na swoim łóżku oczekiwałem aż „kroplówka” spłynie. Ale trwało to bardzo długo, jak się okazało później tak miało być, bo sól miała jednocześnie z komórkami macierzystymi docierać do mojego organizmu. Tak właśnie było, za jakiś czas, zjawiła się pani doktor anestezjolog Małgorzata Chrzuszcz wraz z pielęgniarką.

I zaczęło się. 30 mln komórek macierzystych, ja siedzący na łóżku, w swoim pokoju, w pozycji pochylonej oraz strzykawki i igły kontra moje plecy. Pielęgniarka trzymała mnie z przodu, żebym się nie prostował, pani anestezjolog znieczuliła skórę i wbiła „szprycę” w kręgosłup, w odcinek lędźwiowy (jak na zdjęciu poniżej). Nie było to przyjemne, czułem, że coś tam jest robione, ale bywały gorsze momenty w moim życiu jako pacjenta.

Trwało to ok. 20 minut i po zakończeniu miałem zalecone leżeć plackiem. Tak też zrobiłem. Co rusz wpadała pani doktor anestezjolog z pytaniem czy wszystko w porządku, a że miała też dyżur nocny, zobaczyliśmy się jeszcze w środę rano. W ten dzień – po śniadaniu – otrzymałem też wypis i nastąpił powrót do domu.

W tej chwili czuję się nieco osłabiony, ale podobno było za pierwszym razem. Liczę na to, że to minie i dzięki ćwiczeniom będzie lepiej…

Kolejne, trzecie podanie preparatu MSC, zaplanowane mam za 4-6 tygodni.

Można mi pomóc w walce z moją chorobą: jamistością rdzenia kręgowego przez subkonto w fundacji:

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym Słoneczko
Stawnica 33A
77-400 Złotów
Spółdzielczy Bank Ludowy w Zakrzewie, oddział Złotów
Nr konta: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
Tytułem: 841/S Michał Stępiński

Dla ułatwienia, można skorzystać z formularza wpłaty znajdującego się na stronie internetowej fundacji (po lewej stronie): http://www.fundacja-sloneczko.pl/ (fundacja nie pobiera prowizji od wpłat)

Środki można przekazać również w formie 1% podatku. Dane to:

KRS: 0000186434
Cel szczegółowy: 841/S Michał Stępiński

Link do mojego apelu w fundacji „Słoneczko”: tutaj

Można mi również pomóc przez platformę Pomagam.pl: https://pomagam.pl/michalmsc

Moment, kiedy komórki macierzyste „pchają się” do mnie… 🙂

A tu już po wszystkim 🙂

A tutaj były moje miliony 😉