Życie jak z książki


W ostatnim czasie koleżanka pożyczyła mi dwie książki, które są obrazem życia dwóch chłopaków (obecnie dorośli mężczyźni), którzy po tragicznych wypadkach, skazani są na ciągłą pomoc osób drugich, życie z daleko posuniętą niepełnosprawnością. To „Życie po skoku” Mariusza Rokickiego i „12 oddechów na minutę” Janusza Świtaja. Początkowo miałem trochę obiekcji czy brać się za te „lektury”. 🙂 Jeszcze bardziej mnie zdołują, przypomną, albo pokażą mi inne strony niepełnosprawności – takie miałem obawy.

Nie będę tutaj streszczał tych książek, ale jak się okazało, moje obawy były niepotrzebne. Zawierają nawet pewną dawkę humoru, z niektórymi sprawami zgadzam się, z innymi nie… Czytając je, bardzo się wciągnąłem w dzieje ich bohaterów. Nierzadko są mi one bardzo bliskie, doskonale rozumiem przemyślenia, doznania tych ludzi. Mimo że moja droga do kalectwa różni się nieco od tych opisanych w książkach, to mamy też wiele wspólnego. Na dzisiaj nasz stopień niepełnosprawności, uzależnienia od pomocy bliskich być może też inny, ale niestety rozwój jamistości rdzenia kręgowego może to zmienić. 👿

Całe nieszczęście zaczęło się w roku 1990, wtedy miałem wypadek drogowy. Również leżałem na OIOM-ie (jak bohaterowie tych książek), po drodze „złapałem” różne infekcje bakteryjne, komplikacje neurologiczne, by zaraz potem zmuszony byłem przenieść się do kliniki Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi, aby przejść dwie operacje neurochirurgiczne. Po tych wszystkich zawirowaniach, pozbycia się gipsu z kończyny dolnej, tak jakby stanąłem na nogi. 😉 I gdyby na tym się skończyło, losy autorów tych książek mogłyby być mi obce.

Ale niestety nadszedł 1997 r. i pierwsze objawy (spastyczność nóg, zaburzenie czucia temperatury w kończynach, drętwienie), jak się później okazało, syringomelyi, czyli jamistości.

Prawdopodobnie w moim przypadku jest  to choroba pourazowa i po odbarczeniu rdzenia kręgowego – założeniu drenażu, ponownie w tej samej klinice w Łodzi, zaczęły się poważne schody (dosłownie, bo poruszam się na wózku inwalidzkim 🙄 ) w utrzymaniu stabilnego stanu zdrowia. Zaczęły się częstsze wizyty u lekarzy i odwiedzanie pracowni rezonansu magnetycznego. No i ciągła rehabilitacja, wyjazdy do sanatoriów, turnusy rehabilitacyjne – choć to akurat do przykrych doświadczeń nie zaliczam. 😆

Doszły kolejne komplikacje, niekoniecznie związane z chorobą i moja samodzielność, sprawność fizyczna podupadła. Postępuje też jamistość i coraz bardziej są mi bliższe przeżycia bohaterów tych książek… Mimo to, wyłapałem też z tych publikacji całkiem spore fragmenty z biografii ich autorów, które podbudowały mnie, dodały nadziei, że w tak dramatycznej sytuacji, można czerpać chęć z życia i poczuć się „zdrowym” człowiekiem.

Jednak aby nie zbliżyć się do sytuacji w jakich są autorzy książek, niedawno powziąłem walkę z jamistością. Mają mi pomóc w tym komórki macierzyste. Coraz częściej spotykam w mediach informacje o tej metodzie i ludzi, którzy też szukają w niej ratunku dla siebie.

Niedobrze, że jest ona bardzo droga. Pierwszy etap to u mnie koszt w granicach 78 000 zł – 99 000 zł. Jest jeszcze drugi etap…

Jestem w trakcie ciułania pieniędzy, jakie są mi potrzebne do uczestnictwa w terapii komórkami macierzystymi – podania tzw. preparatu MSC odbędą się w Centrum Medycznym „Klara” w Częstochowie.

Można mi pomóc wpłacając każdą złotówkę na moje subkonto w fundacji:

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym Słoneczko
Stawnica 33A
77-400 Złotów
Spółdzielczy Bank Ludowy w Zakrzewie, oddział Złotów
Nr konta: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
Tytułem: 841/S Michał Stępiński

Dla ułatwienia, można skorzystać z formularza wpłaty znajdującego się na stronie internetowej fundacji (po lewej stronie): http://www.fundacja-sloneczko.pl/ (fundacja nie pobiera prowizji od wpłat)

Środki można przekazać również w formie 1% podatku. Dane to:

KRS: 0000186434
Cel szczegółowy: 841/S Michał Stępiński

Link do mojego apelu w fundacji „Słoneczko”: tutaj

Można mi również pomóc przez platformę Pomagam.pl: https://pomagam.pl/michalmsc