Koncert życzeń


Każdy ma swoje marzenia, cele, życzenia, które chciałby zrealizować w dłuższym lub krótszym czasie. I ja nie jestem oryginałem w tym zakresie. Może one różnią się trochę od tych, jakie ma zwykły Kowalski, ale sądzę, że są jednak przyziemne. Zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre są mimo tego, nierealne.

I. Ponieważ jestem gościem na wózku inwalidzkim i chorym na jamistość rdzenia kręgowego, nietrudno zgadnąć, co jest na pierwszym miejscu w moim rankingu marzeń. Być zdrowym!

Żeby to marzenie choć minimalnie zbliżyć do realizacji, jakieś pół roku temu, postanowiłem przystąpić do eksperymentalnej terapii komórkami macierzystymi. Trafiłem wielokrotnie ostatnio w mediach – w prasie i telewizji – na informacje o pozytywnych efektach leczenia w taki sposób. Dodało mi to odwagi i motywacji do działania.

Nawiązałem kontakt z dr. Dariuszem Boruczkowskim – transplantologiem klinicznym i dyrektorem medycznym Polskiego Banku Komórek Macierzystych. Jestem już po rozmowach z nim, badaniach i koresponduje z Centrum Medycznym „Klara” w Częstochowie – gdzie terapia komórkami macierzystymi ma się odbyć. Największą przeszkodą są pieniądze, jakie trzeba zapłacić za to leczenie. Koszt pierwszego etapu waha się w granicach 78 000 zł – 99 000 zł.

Można mi pomóc w realizacji tego marzenia wpłacając każdą złotówkę na moje subkonto w fundacji:

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym Słoneczko
Stawnica 33A
77-400 Złotów
Spółdzielczy Bank Ludowy w Zakrzewie, oddział Złotów
Nr konta: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
Tytułem: 841/S Michał Stępiński

Dla ułatwienia, można skorzystać z formularza wpłaty znajdującego się na stronie internetowej fundacji (po lewej stronie): http://www.fundacja-sloneczko.pl/ (fundacja nie pobiera prowizji od wpłat)

Środki można przekazać również w formie 1% podatku. Dane to:

KRS: 0000186434
Cel szczegółowy: 841/S Michał Stępiński

Link do mojego apelu w fundacji „Słoneczko”: tutaj

Można mi również pomóc przez platformę Pomagam.pl: https://pomagam.pl/michalmsc

Serdecznie dziękuję za każdą wpłatę!

II. Na drugim miejscu w moich marzeniach jest ułatwienie w poruszaniu się. Mieszkam na 1. piętrze w bloku czteropiętrowym, z lat 70-tych  ubiegłego wieku, w którym brakuje windy. A jej „pojawienie się” byłoby jak wygranie szóstki w LOTTO.  😀 (a może to marzenie powinno być na drugim miejscu? 😉 )

Zawsze, kiedy wracam z sanatorium, czy turnusu rehabilitacyjnego, brakuje mi tego udogodnienia. W ośrodkach, gdzie one się odbywają, to standard. Wyjście na powietrze zajmuje parę minut, a gdy panuje sezon wiosenno-letni, odpada w dodatku zakładanie kurtek itp. – myk i jestem na dworze. 🙂

Wprawdzie od kliku lat dzięki dofinansowaniu z PCPR-u, posiadam w domu schodołaz, ale jego obsługa jest coraz trudniejsza dla coraz starszego, rodzica… No i czasem odmawia posłuszeństwa (sprzęt, nie rodzic 😀 ) – choć przyznaję, jest mało awaryjny. Mam okazję odwiedzać rodzinę, mieszkającą w nowym budownictwie, w stolicy, a tam winda dojeżdża nawet na parter – prosto z drzwi wejściowych! 😉  No i oczywiście blok pozbawiony jest barier architektonicznych w postaci schodków do klatki… Ech. 🙄 Jak mnie się tam podoba! 😀

III.   Na podium w moim koncercie marzeń załapały się też, zwane przeze mnie marzenia senne. 🙂 Wtedy, smacznie sobie śpiąc, wracam do czasów dzieciństwa, szkolnych. Do okresu, kiedy byłem zdrowy, młodziutki, a spoglądając na osoby na wózku inwalidzkim, byłem pełen podziwu i współczucia dla nich i pytałem sam siebie: jak oni mogą wytrzymać na tym pojeździe tyle czasu, nie stając na własnych nogach?

Odpowiedzi na to trudne pytanie wolałem nie znać. Uczęszczałem do super Szkoły Podstawowej nr 7 w Skarżysku-Kamiennej i wiodłem beztroskie, wesołe życie nastolatka. Po lekcjach najczęściej wychodziłem na boisko, pokopać piłkę z kolegami z bloku, ze szkoły, albo z osiedla. Nie znaliśmy facebooka, Internetu, smartfonów  itp. i byliśmy skazani na siebie w świecie realnym. Wskoczyło się na rower lub spacerkiem i można było zdwiedzać miasto. A rodzice nie mieli możliwości „znaleźć” mnie komórką. Choć byłem grzecznym dzieckiem i mama z tatą nie mieli ze mną kłopotów wychowawczych.  🙂 Nie musiałem też pilnować terminu rehabilitacji, czy czasu na ćwiczenia, a do lekarza zaglądałem jak moją babcię trzeba było przyprowadzić z wizyty.

Było pięknie, wszystko to jednak kończy budzik, stojący obok wózka inwalidzkiego… 👿

Innej nocy często w moich marzeniach sennych jestem w pracy, tej w Miejskim Centrum Sportu i Rekreacji w Skarżysku. To był mój najlepszy blisko 3-letni okres, od kiedy zaczęła się walka z jamistością i usiadłem na czterokołowcu. 🙄 Robiłem to, co lubię, czyli pisałem o sporcie, a jednocześnie zbierałem doświadczenie w administrowaniu strony internetowej wcześniej wymienionej jednostki samorządowej. Niemal codziennie wychodziłem z domu, miałem fajne towarzystwo, byłem w środku wydarzeń sportowych i nie tylko, w moim mieście. No i, co tu ukrywać, parę groszy wpadło do portfela… Hm, jednak to też się skończyło, za sprawą – takie mam wrażenie – braku dobrej woli ówczesnego szefostwa MCSiR oraz poczucia się „lodołamaczem”.

Na końcu znów odezwał się ten cholerny budzik! 😥

Jak na razie, poza podium, są jeszcze inne marzenia, bardziej intymne, prywatne. Ale nie będę uprawiał, na całego, ekshibicjonizmu wirtualnego. 😉

Mój schodołaz – przez niektórych zwany „czołgiem” 🙂