„Wojskowy” powrót do Buska-Zdroju


Rok 2004, wiosna. Równo dwanaście miesięcy po pierwszym pobycie w uzdrowisku w województwie świętokrzyskim – Busku-Zdroju – przybywam w to miejsce ponownie. Tym razem zupełnie sam i do nowego sanatorium, choć na tej samej ulicy, vis-a-vis sanatorium „Nidy Zdrój”. Tym razem miałem zamiar kurować się w 21 Wojskowym Szpitalu Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjnym, całe trzy tygodnie. Nowe też było skierowanie z jakiego tam się znalazłem, bo był to pobyt szpitalny i krótsza kolejka w czekaniu na otrzymanie terminu.Jak się okazało później była to bardzo trafna rehabilitacja, po latach wspominam ją nad wyraz sympatycznie.  😀 A w ogóle tym wyjazdem zapoczątkowałem całą serię mojej obecności w tym ośrodku. Jak dotąd osiem razy meldowałem się w 21 WSzUR w Busku-Zdroju. Będą zapewne kolejne. 😉

Odmienione sanatorium

W moim debiucie w sanatorium „wojskowym” zamieszkałem w pokoju nr 6, na parterze. Miałem blisko stołówki, w bloku zwanym „Perła”, który wtedy jeszcze nie przeszedł remontu. To był właśnie ówczesny minus, ponieważ toalety znajdowały się na korytarzu, w pokoju była tylko… umywalka. Te pomieszczenia nie były jeszcze dostosowane do osób niepełnosprawnych, a dla wózkowiczów to tor przeszkód. 😮 Na szczęście w kolejnych latach te niedogodności zniknęły, przeprowadzono poważne remonty, wymieniono umeblowanie, a w pokojach są już ubikacje itd. Dobudowano także zupełnie nowe bloki, poprawiła się baza zabiegowa. To tam, po raz pierwszy w 2006 r., miałem zlecone ćwiczenia PNF. Pozostałe zabiegi najczęściej standardowe: masaże klasyczne, kąpiele siarczkowe, wirówka nóg, krioterapia miejscowa, zdarzyła się też borowina, hydrojet, lampa bio. Raz miałem też magnetronic i prądy TENS – ale z czasem dowiedziałem się, że te zabiegi nie są dla mnie wskazane.

Nowe znajomości wśród obsługi…

Poza tym zawsze spotykałem się z miłym, uczynnym personelem. Nigdy nie miałem kłopotów z wykonaniem ćwiczeń, z wejściem do wanny, czy poruszaniem się na sali gimnastycznej. W tym miejscu wypada pozdrowić Justynę, Marcina, Piotrka, Kamila i panie Alinę i Lidkę.  😀 Raz tylko zdarzył się przykry wypadek, rehabilitant za bardzo przejął się swoją rolą, a wpadkę zaliczyło dwoje lekarzy, którzy nie poznali się na mojej kontuzji ortopedycznej… 😈 Ale nie zniechęciło mnie to do tego sanatorium i zamierzam znów tam pojechać.

… i nie tylko

To tam poznałem osoby, z którymi mam serdeczny kontakt do dzisiaj. Pozostałe towarzystwo zazwyczaj było przystępne – co jest ważne przy takich wyjazdach. Najlepsze chyba właśnie za pierwszym razem. W pokoju mieszkałem z Darkiem, mniej więcej rówieśnikiem – po złamaniu kręgosłupa – a przy stoliku, na stołówce była sama młodość. 😆 A do tego smaczne jedzonko…  Świetne koleżanki się trafiły, było gdzie wyjść na spacery, a ostatnio, szczególnie porą wiosenno-letnią, w okolicy jest sporo zabaw, muzyki, tańców. Miło też wspominam współlokatora w roku 2005, z Krakowa. Starszy człowiek, ale równy gość, było o czym pogadać.

W tej chwili 21 WSzUR w Busku zajmuje w moim rankingu pozycję wicelidera. 😎

Mój apel w Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

Pionizacja przy drabinkach, w parku w 21 WSzUR w Busku – rok 2007