Przemyślenia na czterech kółkach


Na czterokołowcu siedzę i przemieszczam się po świecie już 14 lat. Wózek inwalidzki towarzyszy mi w życiu codziennym. Obecnie jest to trzeci model (półaktywny), do regulaminowej – pięcioletniej – zmiany na nowy brakuje mi dokładnie 17 miesięcy. 😎 Tym środkiem lokomocji odwiedziłem dużo miejsc, sanatoriów, ośrodków rehabilitacyjnych, szpitali itp. Spotkałem się z wieloma osobami – miałem to szczęście, że nikt nie przestraszył się widząc ten sprzęt. 😉 Choć wyjątkiem może być mój 4-letni sąsiad, który widząc mnie na wózku, a dodatkowo jeszcze na schodołazie, zaczął płakać i uciekł. 😀
Z racji, że jestem posiadaczem jam w rdzeniu kręgowym 😆 i ta choroba na razie(?) wygrywa z moim organizmem, nie wiem, czy w niedalekiej przyszłości nie będzie potrzebny wózek elektryczny. Nie chciałbym, żeby była taka konieczność. Korzystanie z tego pojazdu, kojarzy mi się z „wyższą”, dogłębniejszą niepełnosprawnością. Nie wiem czy słusznie, ale został mi w pamięci pewien chłopak (właśnie na wózku elektr.), którego spotkałem podczas kursu komputerowego w Miętnem, w roku 2008 – organizowanego przez FAR. Był na nim z matką – opiekunką i jego stan samodzielności był opłakany.

Chociaż i ja często – szczególnie w ostatnich latach – jeżdżę na rehabilitację z opiekunem, zdarzało się również, że mój wózek służył do przyjemniejszych czynności. Będąc w roku 2004, w sanatorium w Busku, wybrałem się na spacer, do miejscowego parku. Z koleżanką. 😀 Ola, bo tak miała na imię, usiadła mi na kolana i przejechaliśmy się trochę po alejkach. 😉 Prawda, że miło musiało być…? Pozdrawiam Cię, Olu!

Najprzyjemniejszy okres, kiedy już dopadła mnie choroba jamistości, był czas, kiedy pracowałem. W skarżyskiej jednostce samorządowej  odpowiedzialnej za sport i obiekty do niego służące, m.in. administrowałem stronę www tej firmy. Główne biura znajdują się w wybudowanej w roku 2008 hali sportowej. Przez ponad 3 lata nie miałem problemów z dostawaniem się do pracy, obiekt pozbawiony jest barier architektonicznych. A przy okazji czynnie uczestniczyłem w różnych zawodach sportowych, byłem świadkiem powstania nowych obiektów sportowych np.: Orlika 2012 i lodowiska. W słoneczne dni powrót do domu przebiegał ulicami mojego miasta. Wszystko to z perspektywy wózka inwalidzkiego.

Na koniec anegdota. Pewnego razu, będąc w szpitalu, na oddziale ortopedii – złamałem rękę – leżałem w łóżku. Mój czterokołowiec stan obok łóżka. Do sali chorych przyszła pewna kobieta, jako odwiedzająca innego pacjenta. Wpadła na pomysł, że przejdą się. Ów pacjent miał złamaną nogę, więc potrzebny był wózek. Dopadła mojego, myśląc, że to szpitalny sprzęt. Wprawdzie nic wielkiego by się nie stało, gdyby go wzięła na ten spacerek (ale wolałem nie), ale poinformowałem kobietę, że to jest mój – prywatny – wózek. Nie dowierzała, już zamierzała się kłócić ze mną – wybroniła mnie wchodząca właśnie pielęgniarka… :mrgreen:


Wciąż zbieram środki na terapię komórkami macierzystymi i można mi pomóc w walce z moją chorobą, jamistością rdzenia kręgowego przez subkonto w fundacji:

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym Słoneczko
Stawnica 33A
77-400 Złotów
Spółdzielczy Bank Ludowy w Zakrzewie, oddział Złotów
Nr konta: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
Tytułem: 841/S Michał Stępiński

Dla ułatwienia, można skorzystać z formularza wpłaty znajdującego się na stronie internetowej fundacji (po lewej stronie): http://www.fundacja-sloneczko.pl/ (fundacja nie pobiera prowizji od wpłat)

Środki można przekazać również w formie 1% podatku. Dane to:

KRS: 0000186434
Cel szczegółowy: 841/S Michał Stępiński

Link do mojego apelu w fundacji „Słoneczko”: tutaj

Można mi również pomóc przez platformę Pomagam.pl: https://pomagam.pl/michalmsc

Przed wejściem do hali sportowej, w Skarżysku-Kamiennej