Pierwsza odsłona znajomości z Buskiem-Zdrojem


Po pięcioletniej przerwie znów wybrałem się w podróż – jako kuracjusz. Debiut w tej roli, w Ciechocinku, wypadł średnio, chyba postanowiłem wtedy jeszcze raz przekonać się jak to jest. 😀 Tym razem niedaleko, bo do Buska-Zdroju (90 km od Skarżyska). Niemniej znane w Polsce i poza nią uzdrowisko, profesjonalną opiekę zdrowotną miałem zagwarantowaną. Trafiłem do Sanatorium Uzdrowiskowego „Nida-Zdrój”, na początku wiosny w roku 2003. Jak się okazało w latach kolejnych, Busko na stałe zagościło w moim wojażach kuracyjnych, choć celem była nie tylko „Nida”…

Pobyt ten wspominam dobrze, sanatorium było raczej dostosowane dla wózkowicza, choć porównując stan budynku sprzed 13 lat z obecnym, wychodzi na to, że kosmos. Z wielkim plusem na sytuację bieżącą… 😉 Dobudowano piętro w gmachu głównym, kolejne skrzydło z pokojami mieszkalnymi, basen i niektóre lokale zabiegowe, całkowicie nową, obszerną stołówkę i powstała fajna winda panoramiczna. W sumie poddałem się zabiegom w tym sanatorium cztery razy. Przyjechałem tam jeszcze w latach: 2006, 2012 i 2014.

W 2003 roku po raz pierwszy kurowałem się jako wózkowicz. Jamistość rdzenia kręgowego „posadziła” mnie na czterokołowcu, choć przyczyniły się też do tego inne okoliczności – złamanie ręki, przez co straciłem nieco siły i nie mogłem już być pewnym swego oparcia chodząc między meblami i ścianami. 😈 No i przede wszystkim przeszkadzała mi w chodzeniu duża spastyczność nóg, która teraz przydałaby się, bo już zanikła. Mimo że powodowała sztywność nóg, w niektórych sprawach była pomocna, no i chyba miałem lepsze krążenie krwi w kończynach dolnych. Wtedy nie puchły mi stopy, co teraz jest rzeczą nagminną.

Zlecone zabiegi miałem raczej standardowe: ćwiczenia na sali gimnastycznej, w pamięci zapadł mi sympatyczny kierownik sali, chyba z ADHD 😆 , teraz na tym samym stanowisku tradycję kontynuuje jego córka, raczej też z tą przypadłością 😀  oraz masaż klasyczny, kąpiel siarczkową, „prądy”. W latach następnych zabiegi były podobne, może dochodziły inne jak: laser, krioterapia miejscowa, kąpiel wirowa kończyn górnych/dolnych. W roku 2006 zaaplikowaną miałem muzykoterapię, zabieg przyjemny, posłuchać można było śpiewu ptaszków, ale i… chrapanie współtowarzyszy. 😀 Jednak, jak się okazało w przyszłości, zabieg nie miał racji bytu, wycofano go.

Ku mojemu zaskoczeniu 13 lat temu poznałem tam kolegę, z którym mam kontakt do dzisiaj. O dziwo pochodzi on z bliskich okolic Skarżyska i był uczniem mojego taty ze skarżyskiego technikum, a odbywał tam staż jako fizjoterapeuta. 😯 Pozdrówka Sebastianie! W następnych latach też poznawałem miłych ludzi, choć może odrobina za duża różnica wiekowa nas dzieliła.  😉 Choć nie, podczas ostatniego pobytu w „Nidzie” przydzielono nas do tego samego stolika w stołówce z niejakim Remkiem, z Lublina, też zaopatrzony w czterokołowiec i młodszy ode mnie. W porządku kumpel i bardzo lubił uczęszczać na zabawy taneczne… 🙂 których w okolicznych obiektach nie brakuje.

Posiłki w tym sanatorium zawsze były smaczne, a po otwarciu nowej stołówki spożywane w komfortowych warunkach. Po zabiegach i posiłkach można wyjść na spacer, w pobliżu jest słynny park w Busku i wstąpić można np. na koncerty do sanatorium „Marconi”. Przejść też się można dalej al. Mickiewicza do centrum Buska, na Rynek. Infrastruktura tego uzdrowiska wciąż się rozrasta, inwestuje się w coraz to nowe budynki sanatoryjne.

W moim rankingu Sanatorium Uzdrowiskowe „Nida” plasuje się w tej chwili na 7. miejscu. Z chęcią udam się tam po raz kolejny, być może już niedługo.

Mój apel w Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

Pobyt w Sanatorium „Nida”