Komórki macierzyste a jamistość rdzenia kręgowego


W tym odcinku miało być przedstawienie moich wrażeń z pierwszego pobytu w sanatorium (rok 1998, w Ciechocinku), ale ostatnie tygodnie absorbowały mną miliony… 😎 Bynajmniej nie złotówek, ale komórek macierzystych. Choć te pierwsze, pośrednio, najlepiej w grubych banknotach, też będą potrzebne. Ale o tym w dalszej części artykułu. Jakiś czas temu w mediach natrafiłem na historię leczenia pewnego chłopaka cierpiącego na chorobę neurologiczną. Poddawany jest terapii preparatem MSC, czyli mezenchymalne komórki macierzyste. Efekty jego dotychczasowego leczenia są dobre, zachęcające do kontynuowania. Zajmuje się tym dr Dariusz Boruczkowski, dyrektor medyczny Polskiego Banku Komórek Macierzystych. Przeszczepy komórek macierzystych odbywają się w Centrum Medycznym „Klara”, w Częstochowie. Nic trudnego było napisać tam, z pytaniem, czy podjęliby się walki ze mną, a dokładniej z moimi jamami w rdzeniu. Ku niedużemu zaskoczeniu dostałem szybką odpowiedź od samego dr. Boruczkowskiego. Najpierw przesłałem doktorowi skan jednego (z wielu 😀 ) moich wypisów ze szpitali, z opisem objawów neurologicznych. Po zapoznaniu się z nim, doktor co prawda poinformował mnie, że nie miał jeszcze doświadczeń z takim schorzeniem, ale uznał, że jest szansa na przeprowadzenie medycznego eksperymentu leczniczego z komórkami macierzystymi w roli głównej właśnie…

Kolejne dni to sprawna korespondencja mailowa z Panem doktorem, otrzymałem m. in. ogólny schemat ww. eksperymentu i umówiliśmy się na spotkanie, w Warszawie. Siedziba PBKM znajduje się na alei Jana Pawła II 29. Miałem tam dotrzeć w ostatni piątek i z pomocą brata i jednego z rodzica 😉 udało się to. Ale piątek to chyba najbardziej nietrafiony dzień tygodnia, na podróż do stolicy. Budowa S-7 już od granicy województw świętokrzyskiego z mazowieckim, nie sprzyja szybkiej, sprawnej jeździe w kierunku Warszawy. Pierwsze poważniejsze kłopoty zaczęły się na rondzie, w Radomiu. „Zapchała się” droga, to było początkiem kłopotów. Później po drodze napotkaliśmy dwa wypadki, a prawdziwe korki oczywiście były w grodzie Syrenki… Jak Ci warszawiacy potrafią tam żyć, ratują się Nervosolem?  😀 W efekcie spóźniliśmy się godzinę na spotkanie z dr. Boruczkowskim, ale medyk nie robił z tego powodu problemu. Jeszcze raz przedstawił schemat leczenia, czasu ile na to potrzeba, papierologię i najważniejsze – koszt. Oczywiście dokładnej sumy nie powiedział (ta padnie w późniejszych etapach eksperymentu 🙂 ), ale to jest drogie przedsięwzięcie. Potrzebuję kilkudziesięciu tys. złotych, żeby znalazły się miliony komórek macierzystych dla mnie (liczba tych milionów i zastrzyków, dawka, zależy od wielu czynników, np. od masy ciała – muszę chyba schudnąć  :mrgreen:  , od zaawansowania choroby). Już rozglądam się za odpowiednią fundacją, liczę stan posiadania w portfelu. 😮

Tymczasem skrobnąłem już moją decyzję – o zgodzie na udział w eksperymencie. Po jej otrzymaniu i moich wypisów szpitalnych (o rozpoznaniu choroby) lekarz sporządzi wniosek. Jestem pełen nadziei na poprawę mojego stanu zdrowia, powstrzymaniu syringomelyi (to jamistość rdzenia kręgowego), choć gwarancji nie ma. Ale to mnie w tej chwili nakręca, jestem dobrej myśli. Wchodzę w to… 😎

W najbliższym czasie napiszę o mojej kuracji w Ciechocinku – 18 lat temu. Poza tym będę tu zamieszczał kolejne moje przemyślenia, postępy w terapii MSC. Tymczasem wybieram się na rehabilitację do Centralnego Ośrodka Sportu w Spale. Jeszcze tam nie byłem, może być ciekawie, liczę, że spotkam jakiegoś uznanego sportowca. 😉