„Jamiści” muszą poczekać?


W ostatnim czasie głośno było w mediach o niezwykłym przypadku człowieka, który przeszedł we Wrocławiu operację neurochirurgiczną – „naprawę” przerwanego rdzenia kręgowego. Ponoć odbyła się ona dwa lata temu, a ten pacjent, po okresie rehabilitacji teraz zaczyna chodzić. Lekarze zachęceni efektami, ogłosili nowy casting na kolejne dwie osoby, które mogłyby być leczone tą samą metodą w Klinice Neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w stolicy Dolnośląska. Oczywiście moim obowiązkiem było zainteresować się tym tematem. Znalazłem stronę www, która chyba została stworzona specjalne w tym celu. Dostępna się ona tutaj. Po jej przestudiowaniu już na początku moja nadzieja straciła na mocy, bo jest to międzynarodowa edycja poboru pacjentów, no i tylko dwie osoby będą „zwycięskie”. A przecież ja nigdy w głupie Lotto 😉 nawet „czwórki” nie trafiłem… No i przede wszystkim nie spełniam kryteriów włączenia do badań, bo mój kochany rdzenik kręgowy 😎 ogarnięty jest chorobą jamistości, a nie przerwany wskutek urazu. Nie posiadam też najnowszego badania MRI – rezonansu magnetycznego, bo obecnie jest to ryzykowne u mnie.

Tak więc ja, jako „jamisty” i inni mnie podobni, zapewne muszą poczekać na następne postępy współczesnej medycyny. Zostaje nam odbarczenie rdzenia kręgowego, ja nazywam to po prostu założeniem drenażu i oddać się ćwiczeniom rehabilitacyjnym. Nie zawsze znajdzie się ku temu motywacja, a postępy choroby mogą być silniejsze.

Mniej więcej raz w roku jestem na wizycie kontrolnej u neurochirurga dr. Słomkowskiego, w Kielcach, w przychodni na ul. Zagnańskiej. Lekarz ten jest bardzo sympatyczny, serdecznie się przywitamy  😀 , zawsze pogadamy sobie nie tylko o moich jamach. On co prawda uspokaja mnie, mówi to, co w zasadzie wiem z innych źródeł, a jednak cień niepewności co do mojego zdrowia zostaje. Dowiedziałem się też niedawno, że w Kielcach, raz w miesiącu, przyjmuje inny neurochirurg, prof. Radek, „stary znajomy” z Kliniki Uniwersyteckiej WAM w Łodzi. Zastanawiam się czy skorzystać z tej okazji. Ale z czym miałbym iść, po co? A za wizytę podobno płaci się słono – 320 zł…